Życie bez ślubu?

Na kocią łapę można żyć. Biorąc pod uwagę jak zatrważająco rośnie liczba rozwodów, to może rzeczywiście jest to rozsądniejsze rozwiązanie. Mniej komplikacji urzędowych, materialnych, a może i nawet uczuciowych? Czy do tego, aby stanowić z kimś życiowa jedność potrzebna jest potwierdzająca ten stan rzeczy dokumentacja? Może gdyby większość par o statusie już rozwiedzionych wcześniej zadałaby sobie tyle pytań, to teraz statystyki wyglądałyby nieco inaczej. Niestety – chyba poza śmiercią, która czeka każdego z nas – na nic nie mamy gwarancji, że będzie trwało wiecznie. Tak. Żyć bez ślubu, więc i bez wyrzutów sumienia, że to nie „po bożemu” chyba jednak można. Bo w końcu i tak najważniejsza jest miłość, bliskość i wierność. I nieważne jak formalnie nazywać się będzie nasza druga połowa.