Miesiąc miodowy

Można by rzec, że rozpoczyna go noc poślubna, choć ta trwa z reguły niestety często zbyt krótko. Dlatego warto pomyśleć o podróży poślubnej. Choć na tydzień gdzieś wyjechać, bo na stricte miesiąc miodowy, to sobie rzadko kto może pozwolić. Bo albo brak funduszy na takie szaleństwo, albo zwyczajnie nie dostajemy urlopu z pracy. Więc warto, choć namiastką tej wspólnej czasowej słodkości się cieszyć. Pierwsza więc myśl – wycieczka gdzieś w ciepłe kraje. Biura podróży kuszą pięknymi widokami, ciepłem, niepowtarzalną zielenią, przezroczystym morzem… Samo otoczenie już będzie więc nastrajać romantycznością. Dodatkowo – organizatorzy takich wypraw deklarują, że mogą opracować indywidualny program pobytu dla nowożeńców. Pomóc w jej sfinansowaniu mogą goście, jeśli wcześniej ich o to w ramach prezentów ślubnych poprosimy lub gdy po prostu sami zrobią nam taką niespodziankę.

02A15K53Kto woli nieco inne wyzwania może wybrać się w podróż poślubną … hotelem na … szynach czyli ekskluzywnym pociągiem rodem z Indii, albo wsiąść z małżonką/małżonkiem w kolej transsyberyjską i pognać na wschód. Są tacy, którzy wybiorą szlaki narciarskie zamiast plaży z ciepłym morzem, zdobycie jakiegoś szczytu zamiast wylegiwania się na plaży, rowerowe atrakcje z własnym plecakiem i namiotem zamiast wygód, które oferują hotele w wersji „all inclusiv”.

Teoretycznie powinien być to czas totalnej beztroski, ukoronowanie deklaracji o wspólnym życiu i nacieszenie się sobą w każdym znaczeniu tych słów. W tym podekscytowaniu trzeba tylko pamiętać o tym, aby wziąć niezbędne dokumenty, pieniądze i spakować choć kilka najpotrzebniejszych rzeczy.